Jak pokochałam Ojca Świętego

Jak pokochałam Ojca Świętego

Z Anną Chałasińską, prażanką, poetką, inicjatorką zasadzenia „Dębu Pamięci dla Jana Pawła II” rozmawiał Łukasz Russa.

ŁR: W dniu śmierci papieża Jana Pawła II zasadziła Pani dąb upamiętniający tego wielkiego Polaka. Skąd się wziął taki pomysł?

ACh: Jako Polka, warszawianka, dziecko powstańca warszawskiego (miałam dwa latka w czasie powstania), urodziłam się na Starówce. Ojciec mój zginął. Później byliśmy na wygnaniu i wróciliśmy znów do Warszawy. Nie miałam ojca. Zawsze marzyłam, jak wracali ojcowie po powstaniu do innych dzieci, żeby mój też wrócił. Ale nigdy się tego nie doczekałam. Ojca św. Jana Pawła II pokochałam, jak własnego ojca. Wydawał mi się takim ojczulkiem, takim kochanym. Wszyscy go kochaliśmy. On był taki ojcowski. Czuję, że on nadal z nami jest. Jak się to wydarzyło, że Ojciec Św. odszedł, zmarł, zaczęłam pisać o Nim wiersze. Wcześniej pisałam wiersze o ks. Jerzym Popiełuszko pod pseudonimem ,,robotnica’’. Znałam osobiście ks. Jerzego, jak i jego rodziców. Byłam w Ruchu Obrony Życia ks. Jerzego. Wiedziałam, że wymienione przeze mnie osoby są to ludzie święci. Jak był stan wojenny modliłam się, żeby Ojciec Św. coś zrobił. Żeby nas nie bito.
Jednego dnia w 88 r. byłam w kościele św. Stanisława, w którym posługiwał ks. Jerzy Popiełuszko i następnego dnia wyjeżdżałam do Rzymu, bo tam były moje dzieci. Miałam ze sobą kilka wierszy o ks. Jerzym i o Ojcu Św.. Spotkałam tam o. Chejmo i powiedziałam, że to mam. O. Chejmo poprowadził mnie na spotkanie z papieżem na audiencję. Mam z tego pamiątkową fotografię, jak płaczę i mówię Ojcu Św. żeby się za nas modlił. Tak jak do ojca. Trzymał mnie za rękę, a ja płakałam. Ojciec Św. powiedział mi tylko: ,,ja o wszystkim wiem’’. W czasie audiencji wręczyłam, jak już wspominałam, swoje wierze w szarej kopercie. Później dostałam z Watykanu podziękowanie. Ja to spotkanie mam przed oczyma, w sercu, ja czuję cały czas te Jego ojcowskie ręce. Ja tego człowieka pokochałam jak ojca. On był takim ojcem świata. Wiadomo, że to był święty. I tak zaczęło się moje pisanie o Ojcu Św..
Przed śmiercią Ojca Św. byliśmy w górach w Bukowinie Tatrzańskiej. Była droga krzyżowa w stylu góralskim. Zafascynowałam się góralami i młodzieżą góralską. Tam często chodziłam na drogę krzyżową. Będąc tam napisałam taką odezwę. Bo Papież Jan Paweł II był człowiekiem gór. Cały czas wiersze pisałam pod pseudonimem ,,robotnica’’. Później przyjechaliśmy do domu i zaraz po tym zmarł Ojciec Św.. My jeszcze nie mieliśmy wiadomości w Polsce. A synowie, którzy mieszkają we Włoszech już mieli. Oni też go uwielbiali, bo on ich często błogosławił. Oni byli w Rzymie blisko Ojca Św., który im ojcował. W dniu śmierci syn zadzwonił do mnie ,,Mamusiu ojczulek święty nie żyje’’. I zaczął się straszny płacz. I myśl ,,mój Boże, co ja jako Polka, jako warszawianka, jako kochająca tego człowieka jak ojca (bo nie miałam swojego ojca), co ja mogę zrobić. Muszę coś zrobić’’. Była 2 w nocy, wzięłam pióro do ręki i zaczęłam pisać. Napisałam dwa wiersze. Pomyślałam, że Ojciec Św. sadził dęby. Dlaczego my prażanie, warszawiacy, nie mamy posadzić dębu. Pomyślałam o tym dębie. Wzięłam ze sobą rękopis i poszłam do administracji, tam na Pradze. Wszyscy płakaliśmy, wtedy płakali wszyscy, urzędnicy, osoby, które napotkałam po drodze. Dałam im te dwa wiersze. Ludzie je czytali i płakali. Kiedy poddałam taki pomysł, żeby posadzić dąb pamięci Jana Pawła II usłyszałam odpowiedź – zastanowimy się. Fizycznie przy sadzeniu tego dębu nie byłam. W tym czasie z moim mężem byłam u koleżanki – Zosi Borkowskiej, która również przyczyniła się do posadzenia tego dębu, która potem również tam często bywała. Wracamy od Zosi i widzimy mały dąbek jest posadzony. Ja wcześniej wskazałam miejsce. Tam na Darwina jest stara piaskownica, zjeżdżalnia. Tam było samo zło w tym miejscu, narkomani, alkoholicy. To miejsce zostało oczyszczone, nasypano również nową ziemię. Więc ja od razu wzięłam się za robotę.

ŁR: Kto zasadził ten dąb?

ACh.: Administracja. To był szok. Bez problemu to drzewko zasadzono. Może dzięki temu, że był ogromny zryw ludzi.

ŁR: Z jakim nastawieniem ludzi oraz sąsiadów spotykała się Pani gdy w ich otoczeniu pojawiło się drzewko upamiętniające Jana Pawła II?

ACh: Zaczęłam organizować małą zbiórkę na upiększenie tego miejsca. Udało się kupić krzewy, kwiaty, Było to bardzo piękne miejsce. Ludzie byli szczęśliwi, że coś takiego jest. Dalszym krokiem było postawienie przy tym dębie tabliczki pamiątkowej. Mam w rodzinie kamieniarza, który społecznie zrobił w granicie tę malutką tabliczkę. Ale ja osobiście znalazłam te dwa kamienie. Chciałam, aby one były z tej naszej ziemi praskiej. Znalazłam je w okolicznych podwórkach praskich. A był to czas powstawania ronda Starzyńskiego. Robotnicy, którzy robili to rondo przewieźli mi te kamienie w miejsce docelowe nie biorąc ani złotówki. Był wśród nich jeden człowiek, który wyszedł z więzienia. Jak on się o tym dowiedział, że takie miejsce powstaje pomagał mi bardzo. Wtedy mi się zwierzył troszkę ze swojego życia. On coś tam od siebie pod ten kamień włożył. Nie powiedział mi co to było. Niestety nie mam kontaktu z nim.
Obok dębu posadziliśmy róże. Od księdza proboszcza z parafii św. Włodzimierza na Bródnie dostałam juki, które bardzo mi się spodobały. Od razu o fakcie zasadzenia dębu powiadomiłam księdza proboszcza z parafii M.B. Loretańskiej. Na 85. urodziny Ojca Św. było uroczyste poświęcenie tego dębu. Potem przez 4 lata co roku spotykaliśmy się przy nim w dniu urodzin papieskich. Gromadziło się przy nim ok. 200 osób. W czasie poświęcenia tego miejsca obecna była telewizja, taksówkarze, straż pożarna, policja.

ŁR: Posadzony przez Panią dąb został przeniesiony na pl. Hallera. Co było przyczyną takiej decyzji?

ACh: W późniejszym czasie niektórym zaczęło nie pasować, że dąb posadzony jest przy ul. Darwina. Było to w czasie przed wyborami. Startujące w nich osoby zadeklarowały, że w tym miejscu powstanie parking. Wiele nie było trzeba, bo wiadomo, że ludzie wolą parking niż miejsce poświęcone Janowi Pawłowi II. Walczyłam jak lwica. W tej nierównej walce pomagali mi troszkę harcerze. Chodziłam na sesje gminy. Występowałam w obronie tego dębu, żeby on został gdzie jest. Doszło do tego, że to był czas przedwyborczy i nie mogłam wpłynąć na obietnice kandydatów. W naszym bloku znalazł się człowiek, który zaczął namawiać innych ludzi, że ważniejszy jest ten parking. Ci wskazywali mi różne inne miejsca, które w ogóle nie odpowiadały mnie. Po pewnym czasie widziałam, że nie dam rady wygrać tej walki. Do tej decyzji przyczynił się również przewodniczący Rady Jacek Wachowicz. Płotek stawiany wokół dębu stawiany był przez gminę. W uroczystościach przy dębie brały udział również osoby pracujące w gminie, dzieci ze szkoły przygotowały występy. Ostatni raz podczas spotkania pod dębem była kapela praska, która pięknie śpiewała Ojcu Świętemu. Po występie kapeli praskiej – pamiętam, że był taki straszny deszcz, ja zachorowałam wtedy, ale już jak dowiedziałam się, że dąb mają przenieść, trafiło mi się tutaj mieszkanie (na Bródnie) i ja mówię, że już nie wytrzymam, zwłaszcza, że już wtedy ludzie zaczęli mi troszkę dokuczać, posądzać o różne rzeczy. Nawet doszło do tego, że posądzano mnie o to, że ludzie zostawiają mi w kwiatach pieniądze. To oczywiście była nieprawda. Więcej swoich pieniędzy tam włożyłam, niż dostałam. A co dostałam, to otrzymałam od sąsiadów ze szczerego serca. Którzy chcieli mi pomóc. Jednak zdarzali się tacy, przeważnie starzy komuniści, którym to nie odpowiadało. Mówię jak to było, bo większość ludzi chciała, żeby to miejsce upamiętnienia Jana Pawła II powstało. Dzieci rysowały różne rysunki, robiły z plasteliny, z drewna różne rzeczy i przynosiły Ojcu Św.. Jeszcze jedną rzecz zapamiętałam, w sam raz jak zakwitły bzy. Ten dąb miał już ze trzy lata. Na Darwina mieszkała biedna, wielodzietna rodzina. Te dzieci w tym dębie układały kwiatki. Jak zauważyły, że je widziałam to ,,usprawiedliwiały’’ się swoimi dziecięcymi głosikami ,,prosę pani, prosę pani a my dla Ojca Św. przynieśliśmy bzy’’. Widać, że to było ze szczerego serca. Każdy chciał coś od siebie tam dołożyć. To było budujące. Kiedy podjęto decyzję o przeniesieniu dębu poczułam się jak by mi ktoś odbierał własne dziecko. To było moje takie dzieło, któremu do dziś jestem oddana. Wtedy też nastąpiła u mnie zmiana miejsca zamieszkania. Przeprowadziłam się na Bródno i dostałam wiadomość od red. Ociepki z Przeglądu Praskiego, że dąb jest przenoszony. A ja miałam w tym czasie zapalenie płuc. Rozpłakałam się. I pomimo złego stanu pojechałam na to miejsce. Wzięłam lilie i kwiaty biało-czerwone. I byłam jak ten dąb wykopywali. Płakaliśmy wszyscy. Muszę panu powiedzieć, że ludzie, którzy to robili, robili to z ogromnym pietyzmem. Nic nie było uszkodzone. Jak unieśli ten dąb to w jego korzeniach był… krzyż. Mały, biały krzyż. Jak on się tam znalazł? Tego nie wiem. Tam był gruz wsypywany. Skąd ten gruz był też nie wiem. Ale zachował się tam ten krzyż. Są na to świadkowie. Ja się rozpłakałam, wzięłam od tych robotników ten krzyż i dałam go p. Jackowi Wachowiczowi. To była niesamowita rzecz. Wtedy też wskazano mi nowe miejsce dla dębu, którym miał być pl. Hallera. Pomyślałam sobie, piękny plac na Pradze, trudno, jak tu go nie chcą, nie można niszczyć takiego dębu. A ten dąb był taki piękny. On tak pięknie rósł, był taki smukły. Miał już pięć lat, gdy go przesadzano. Wtedy też pogodziłam się z myślą, że będzie on rósł dalej na pl. Hallera. Przewożono go na stojąco, w takim koszu, w którym został posadzony w nowym miejscu. I znów wzięliśmy się za robotę. Poznałam wtedy Sławka Wojdata. Z tego, co wiem Sławek nie przychodził wcześniej, bo nie wiedział, że takie coś się dzieje. Nie wszyscy ludzie mieli tego świadomość. W nowym miejscu corocznie podczas spotkań p. Dorota Czajkowska z Praskich Małmazyjów gra koncerty. Pani Dorota nigdy nie odmówiła udziału w wydarzeniu. W tym roku obchodzenie uroczystości urodzin Jana Pawła II pod dębem pokrzyżowała nam epidemia. Ale myślę, że w innym czasie uda się zorganizować obchody.
Przypomniało mi się, jak młode chłopaki, takie łobuziaki trochę, po jednych z uroczystości podeszli do mnie z pytaniem, wiedząc, że piszę wiersze, a pani nie napisałaby nam coś rapującego? Napisałam im tekst piosenki. Nie wiem, czy oni to śpiewali. Ale zrobiłam to dla nich.
Teraz, jak dąb jest na pl. Hallera, ludzie mniej się angażują w dbanie o to miejsce. Może dlatego, że nie wiedzą skąd się on tam wziął. Jaka jest jego historia. Trzeba to nagłośnić. Ja co mogę, to robię. Ostatnio jednak zdrowie mi nie pozwala na większe zaangażowanie się w sprawę. Kiedy siły pozwalały, starałam się dbać o to nowe miejsce.
Było mi przykro, kiedy wyszłam ze szpitala (jestem po dwóch bardzo ciężkich operacjach serca) i zawiozłam pod dąb kwiaty i tylko ode mnie były tam wcześniej przywiezione kwiaty. W tym roku również zawiozłam je. Zadzwoniłam do Sławka, bo było mi bardzo przykro, że ludzie nie pamiętają o tym miejscu. Czy my, jako prażanie, nie moglibyśmy jakiegoś obelisku zrobić? Wcześniejszy kamień pamiątkowi był ,,Ojcu Św.’’, teraz należało by napisać ,,św. Janowi Pawłowi II’’. Zrobić jakiś skromny obelisk. Ale żeby to zostało dla potomnych. Teraz to już jest zadanie dla was, młodych ludzi. Tak jak pan. Trzeba tę pamięć przekazywać. I cieszę się, że wy, młodzi ludzie, to przejmujecie. Już chciałam prosić o pomoc Młodzież JP2, ale niestety zdrowie mi nie pozwala działać. Ostatnio bardzo podupadłam ze zdrowiem. Ale żyję i cały czas czuję obecność Jana Pawła II i księdza Jerzego w moim życiu. Mój mąż się żegnał już ze mną. Leżałam cztery miesiące w Aninie. Rany mi nie chciały się goić. Miałam martwicę. Do tego jeszcze mam raka szpiku. Ale żyję. Bo czuję, że jeszcze mam coś zrobić. I tu chyba pana mi zesłał anioł, tam od Ojca św.. Miłe, że się chcecie za to w końcu wziąć. Trzeba to zrobić. I to wam, młodym, przekazuję. Może warto tam zrobić coś podobnego, jak jest przy wejściu do warszawskiego zoo. Są tam takie kwietniki z kolorowymi kwiatami. Można posadzić ładne krzewy, róże. Żeby to rosło sobie razem z tym dębem. Tak aby podkreślić to miejsce. Nie musi tam być tego płotu. On jest już stary i zaniedbany. Chciałabym żeby tam był obelisk jako dar serca od prażan.
Przekazałam panu teczkę z dokumentami, które mogą pomóc w podejmowaniu działań. W gminie teraz jest wiceprzewodniczącym p. Jacek Wachowicz, który był zawsze oddany sprawie. Warto wspomnieć, że kamyczki, które tam są zrobione – jest to zasługa Pawła Lisieckiego. Jak odchodził z Pragi to zrobił właśnie je. Bo tam było bardzo skromnie. Dzięki temu jest dojście do tego dębu. Niestety, jak wielu polityków dostało się na stanowiska kontakty się pourywały, np. z Jackiem Wachowiczem. Wiele razy dzwoniłam do niego. Jednak telefon milczał… A liczyłam bardzo na niego i liczę dalej. Jako wiceprzewodniczący rady w gminie może bardzo dużo pomóc. My musimy to zrobić. Starsze pokolenie, w tym ja, odejdziemy w niedługim czasie. A ten dąb musi zostać jako pamiątka. To jest coś, czego nigdzie indziej nie ma w Warszawie. W tym dębie są nasze serca, tych malutkich dzieci, które przynosiły kwiaty, figurki itp. Warto wspomnieć, że po pewnym czasie młode pary nowożeńców zaczynały składać wiązanki kwiatów.

ŁR: Co Pani by chciała powiedzieć młodym ludziom mieszkającym na Pradze?

ACh: Na zakończenie chciałabym wspomnieć, że Ojciec św. mówił wprost, jak kochać Polskę. Co robić, aby było dobrze. Gdzie dzisiaj są młodzi, którzy nazywali się pokoleniem JP2? Oni dzisiaj już mają swoje dzieci. Boli mnie bardzo, że dzisiaj ten entuzjazm osobą Jana Pawła II staje się bardzo mały, prawie niewidoczny. Dlatego to drzewo musimy uratować. Musicie wy, jako młodzi ludzie, zadbać o nie. Musicie zrobić obelisk. Przypomnijcie się Jackowi Wachowiczowi, który myślę, że dalej będzie chętny pomóc.

ŁR: Dziękuję za rozmowę.

Napisz komentarz

Twój e-mail nie będzie opublikowany.