Fajna to była wojna

Fajna to była wojna

Polskę w ostatnim czasie zalała fala protestów w związku z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przerwania ciąży w przypadku przesłanki eugenicznej. Zdaniem Trybunału, nie można mówić o ochronie godności bez ochrony życia ludzkiego. Co ciekawe środowiska prawnicze nawet te najbardziej zlewaczałe nie podważają wyroku, bo wiedzą, że jest słuszny, ale coś trzeba z tym jednak zrobić.
Jak mówi stare przysłowie „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” więc jako pierwsze do walki o lepsze jutro dla polskich kobiet wyszły na ulicę feministki a za nimi tłumnie podążyły normalne kobiety. Dlaczego normalne? Zaraz wyjaśnię, proszę uzbroić się w cierpliwość. Jako wsparcie protestujący mogli liczyć na głos homoseksualistów i 15 letnich dziewczyn określanych potocznie jako „Julka”. Skoro jest rewolucja, to i hasła jakieś trzeba było wymyślić więc po licznych konsultacjach, badaniach wymyślono, że najlepsze hasło to „Wypierdalać” i „To jest wojna”. Wzorem z historii powstała również specjalna „rada”, która będzie negocjowała warunki obalenia tego rządu i wprowadzenia nowego lepszego świata.
Więc wyszła ta armia, chociaż lepsze określenie to horda na ulice niosąc na transparentach i ustach hasła o miłości, prawach, tolerancji itp. Skoro jest wojna/rewolucja, a jej główni wykonawcy to lewica więc trzeba było kolejny raz zaatakować odwiecznego wroga czyli Kościół, który w ich ocenie jest odpowiedzialny za wszelkie zło na świecie. Kościół to również instytucja, która ustami duchownych śmie mówić co wolno, a czego nie wolno, co jest dobre, a co jest złe. Wiadomo, że jak kapłan zgodnie z religią mówi, że aborcja to morderstwo, to powinien siedzieć cicho wszak dzieci nie ma, ale gej popierający aborcję to autorytet moralny, bo rodziny gejowskie słyną z wielodzietności…
Tak więc feministki postanowiły dać upust swoim emocjom i w wielu miastach w Polsce atakowały kościoły. Niestety to czego nie mogły przewidzieć to, że w Polsce mamy powszechny dostęp do Internetu, a pisanie o swoich planach względem świątyń nie jest dobrym pomysłem. Kibice, patrioci i zwykli ludzie widząc stopień demoralizacji postanowili wyjść im na spotkanie. W ich kierunku poleciały butelki, wyzwiska, a w paru miastach doszło również do konfrontacji fizycznej. Medialny czar prysł…
Budowana przez lata medialna narracja, że kibol czyli najgorsze zło, cham, prostak, ciemniak, zaścianek pękła jak bańka mydlana. Jak można przecież wytłumaczyć prostemu zjadaczowi chleba, że atakowanie Kościołów to coś dobrego, a lansowane przez x lat „pokojowe” liberalno-lewicowe środowiska pięknie wyglądają tylko przed obiektywem kamer. Okazało się również, że hasło „to jest wojna” i lata gadki o równouprawnieniu dość szybko skończyły się gdy kibice zjawili się pod świątyniami i można było oberwać.
Normalne kobiety o których wspomniałem na początku dość szybko zrozumiały, że o ile wyjście na ulice i protestowanie z różnych powodów jest akceptowalne społecznie, to atakowanie ludzi i obiektów sakralnych to już gruba przesadza. Można się z kimś nie zgadzać, ale nic nie daję prawa do niszczenia, szydzenia i atakowania innych.
Młode dziewoje, które są znane jako „Julki” też dość szybko zrezygnowały, bo duchowni widząc ich ateizm i nienawiść do Chrześcijaństwa postanowili im pomóc uwalniając je od dobrowolnego obowiązku jakim jest Sakrament Bierzmowania i najzwyczajniej na świecie stwierdzili „Bierzmowania dla was nie będzie”. Takiej zemsty nikt się nie spodziewał…
Tak więc poparcie społeczne dla „Strajku Kobiet” dość szybko spadało i aktualnie z wielkich i tłumnych protestów obserwować można niewielkie grupki poruszające się szybkim krokiem, by nie trafić na kiboli. Julki siedzą w domu i zastanawiają się jak powiedzieć babci, ze bierzmowania jednak nie będzie. Najtwardsi jednak cały czas walczą o wprowadzenie tolerancji w Polsce. Ich walka to raczej „nieudolna” partyzantka, która mimo wszelkich wyliczeń i kalkulacji nadal nie powoduje sympatii wśród Polaków.
Fajna to była wojna, nie zapomnę jej nigdy!
Na zakończenie tego krótkiego tekstu pragnę poinformować wszystkich, że mąż Pani Diduszko na tej wojnie nie został zastrzelony i niezmartwychwstały jak to miało miejsce parę lat temu.

Napisz komentarz

Twój e-mail nie będzie opublikowany.