Biskupi polscy – więźniowie niemieckich obozów koncentracyjnych. Cz. 1

Biskupi polscy – więźniowie niemieckich obozów koncentracyjnych. Cz. 1

Słowa Papieża Piusa XII: „Przyjdzie czas, gdy z obozów koncentracyjnych będziemy <<wydobywali>> tych ludzi, którzy tam polegli i będziemy wynosili ich do chwały ołtarzy”. Doczekali tego naszych czasów. Kościół przeprowadził beatyfikacje, tylko z Dachau 47, z Auschwitz 17.
Jednym z nich był bł. Biskup Michał Kozal, Męczennik II wojny światowej, numer obozowy 24544 – strzępy wspomnień.
Dla Niemców ksiądz bp Michał Kozal był jednym z więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego Dachau, nad którym znęcano się w szczególnie wyrafinowany sposób. Chorego władze obozowe stawiały w Dachau przy obozowej bramie z szyderczym napisem Arbeit macht frei -,,Praca czyni wolnym’’ „dla nienawistnych esesmańskich gapiów.
Polski biskup Michał Kozal, więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego Dachau (urodził się 25 września 1893 r. w m. Nowy Folwark k. Krotoszyna) dr, rektor Seminarium Duchownego w Gnieźnie, sufragan diecezji Włocławskiej, mianowany biskupem 13 sierpnia 1939 r.. Święcenia kapłańskie przyjął 23 lutego 1918 r.. 1 września 1939 r. rozpoczęła się niemiecka okupacja. We wrześniu 1939 r., po wyjeździe za granicę biskupa diecezjalnego włocławskiego Karola Radońskiego, objął zarząd diecezji włocławskiej. 7 listopada 1939 r. został aresztowany przez Gestapo i wtrącony do więzienia we Włocławku. 16 stycznia 1940 r. internowano biskupa w klasztorze salezjanów w Lądzie nad Wartą. W maju 1940 r. Gestapo zaproponowało biskupowi, że zostanie zwolniony z internowania, pod warunkiem, że zgodzi się przyjąć z rąk Gestapo w zarząd diecezję lubelską w Generalnym Gubernatorstwie, w charakterze biskupa lubelskiego. Biskup dal odpowiedz odmowną, twierdząc, że tylko Ojciec św. może go przenieść z jednego biskupstwa na drugie, a nie Gestapo. 3 kwietnia 1940 r. więzienie w Inowrocławiu – tutaj, tylko dlatego, że był biskupem, Polakiem, wiernym Bogu i Ojczyźnie, kilkakrotnie brutalniej został pobity, niż aresztowani z nim księża. Wskutek uderzeń kijami po głowie, rozchorował się, powstało ropne wewnętrzne zapalenie ucha, na które bardzo cierpiał także w Dachau, aż do śmierci. Z Inowrocławia przez Berlin został wywieziony do niemieckiego obozu koncentracyjnego Dachau. Po przekroczeniu bramy Dachau z cynicznym napisem Arbeit macht frei – symbol pogardy i wynaturzenia – usłyszał, że jest tylko numerem bez wartości, a jedynym wyjściem jest komin krematorium. Odebrano mu sutannę – symbol kapłaństwa, przedmioty osobiste w tym kultu religijnego (brewiarz, medalik, różaniec), prawo do ludzkiego traktowania. Od tej chwili był Höftling –więzień, dla władz obozowych bez imienia i nazwiska. Ubranego w więzienny pasiak z naszytą na czerwonym winklu literą „P” – Polak, zapędzono do niewolniczej pracy. Nie udało się jednak Niemcom odebrać polskiemu kapłanowi człowieczeństwa, w tym okrutnym miejscu, jakże nierzeczywistym, do końca polski Biskup zachował ludzką godność i chrześcijański etos.
W KL Dachau jakiekolwiek formy życia religijnego były zakazane. Pozostawała tylko cicha modlitwa odmawiana w myślach po pracy, a czasem po wieczornym apelu przed snem. Czyniono to w tajemnicy, gdyż: „Gdyby któryś z księży odważył się publicznie uczynić znak krzyża, blokowy czy izbowy miał prawo zbić go i skopać aż do utraty przytomności lub życia […]”.
„Ks. bp Michał Kozal był człowiekiem postawnym. Wyższego wzrostu, dobrze zbudowany, o rysach twarzy raczej pociągających, z szarymi oczami oraz jasnymi włosami blond, przedstawiał typ pięknego mężczyzny. Liturgiczne szaty biskupie i mitra na głowie dodawały mu jeszcze uroku i powagi. Na takiego biskupa z pastorałem w ręku nie można było się napatrzeć. Tak było na wolności.”
A w obozie Dachau?: „W obozie Dachau, mimo, że nie posiadał szat, że wyglądał mizernie, że przyodziany był w nędzny więzienny strój – taki sam budził podziw i taką samą promieniał godnością. W obozie, pomimo wielkiej prostoty, roztaczał dookoła siebie jakiś niezwykły majestat, który nakazywał szczery dla niego szacunek i jednocześnie wzbudzał zaufanie […] Człowieczeństwo ks. Biskupa wyrażało się przede wszystkim w pięknej jego duszy. Nie lubił wyróżniać się czymkolwiek. Do więźniów odnosił się z życzliwością. Wszystkim chciał służyć i pomóc. Sam chory, opiekował się chorymi. Cała jego postawa, cały sposób bycia w obozie wyróżniały go spośród tysięcy […] Ze wzruszeniem wspominam te chwile, w których był po prostu oblężony przez proszących go o napisanie listu po niemiecku (tylko w j. niemieckim było dozwolone pisanie listów do rodzin, raz na dwa tygodnie). Nikomu nie odmawiał” – wspominał ks. bp Franciszek Korszyński z diecezji Włocławskiej, więzień Dachau. W obozie biskup Kozal cieszył się ogólnym poważaniem wśród więźniów i był przez wszystkich wysoko ceniony, promieniował jakąś nadzwyczajną charyzmą, co stawiało go ponad wszystkimi więźniami. Nazywany był polskim biskupem obozowym Dachau.
W Dachu został skierowany do niewolniczej pracy na wielohektarowych plantacjach, na których z głodu, bicia, zimna i ciężkiej pracy na przełomie 1941/1942 r. zmarło najwięcej polskich księży – około 600. „Księża i polscy więźniowie starali się chronić go i pomagać. On jednak nie chciał, aby go wyróżniano. Cierpiał jak wszyscy. Niejednokrotnie odmawiał sobie pożywienia i dawał drugiemu. Spotykały go szykany i poniewierka. Maszerował podczas karnych ćwiczeń Wielkiego Tygodnia w 1942 r. , przez całe osiem dni. Kiedy blokowy Hugo dawał rozkaz «Padnij, powstań, czołgaj się» szepnąłem biskupowi «Nie do błota, tu jest suche miejsce». Ze spokojem odpowiedział: «nie mogę robić wyjątku» – wspominał alumn, Stanisław Librowski, nr obozowy 22830. Służył każdemu, kto się do niego zgłosił. Wysłuchiwał skarg, pocieszał, dawał rady, nawoływał do wytrwania. Podczas niesienia kotła z jedzeniem dla więźniów – każdy ważył około 80 kg – biskup Kozal został brutalnie pobity i skopany przez SS-manów. Chorego, pobitego, z wysoką gorączką, przeniesiono z bloku 28 izba 1, do obozowego szpitala ,,rewiru’’ i położono na dolnym łóżku. Obok leżał chory na tyfus ks. Leon Stępniak – numer obozowy 22036 (w 1933 r. do Seminarium Duchownego w Gnieźnie przyjmował ks. L. Stępniaka właśnie ówczesny rektor, którym był Michał Kozal. W Dachau mieszkali razem w tym samym bloku, w tej samej izbie) – był świadkiem śmierci Biskupa.
Opowiadał mi, cyt.: „że Biskupowi Kozalowi, pobitemu, choremu na zapalenie ucha (w wyniku pobicia przez kapo), było bardzo zimno, opiekowałem się nim, zdjąłem także z głowy swoją ciepłą czapkę, którą przesłali moi rodzice (od 1942 r. można było do obozu Dachau przesyłać paczki z Polski) i założyłem Biskupowi. Byłem świadkiem, gdy podszedł do niego pielęgniarz, zabrał do izby obok i wymawiając słowa: «In Ewigkeit – na wieczność», dał mu zastrzyk, po którym ks. Biskup skonał w ciągu kilku minut. Było to 26 stycznia 1943 r.’’. Świadkiem ostatnich chwili i śmierci Biskupa Michała Kozala był także jego kuzyn ks. Czesław Kozal, który w tym samym czasie był w szpitalu. Leżał na górnym łóżku, nad Biskupem. W jednej z rozmów z księżmi Biskup Kozal powiedział: „Wy wrócicie[do Polski], ja tu zostanę. Zresztą, wiecie, że życie moje już do mnie nie należy”. Wieść o zgonie polskiego biskupa Michała Kozala obiegła cały obóz wywołując szczery żal i smutek u wszystkich więźniów, także świeckich. Zmarł 26 stycznia 1943 r.
Władze obozowe nie zgodziły się na pochowanie zwłok biskupa Michała Kozala na cmentarzu miasta Dachau, lecz wydały nakaz spalenia w obozowym krematorium. Zabrały i zniszczyły wszystko, co miało z nim jakikolwiek związek, a insygnia biskupie odesłały do Berlina. W obozowym magazynie rzeczy osobistych więźniów pozostało palto biskupa-męczennika. Odesłano je później rodzinie. Więźniowie, świadkowie śmierci Biskupa, ci, którzy doczekali wolności 29 kwietnia 1945 r., twierdzili, że w obozie umierał jak święty. Papież Jan Paweł II 14 czerwca 1987 r. w Warszawie dokonał beatyfikacji bp Michała Kozala – Męczennika za wiarę.
Po śmierci bp Michała Kozala ks. Krzysztof Krzyżanowski, więzień Dachau napisał wiersz, pełen pięknych słów:

[…]
Ostatni raz cie widziałem,
Najdroższy nasz Przyjacielu,
gdyś umęczony i blady
stał na wieczornym apelu

A kiedyś konał w rewirze,
nadziei Archaniele,
nikt łez po Tobie nie ronił
i nie dzwoniono w kościele
[…]

I księdza nikt nie zawiezie
Z dachauowskiego kościoła,
Chociaż byś niebem im płacił,
Na rany Chrystusa wołała
[…].

Napisz komentarz

Twój e-mail nie będzie opublikowany.