Z okazji obchodów trzysta siedemdziesiątej rocznicy nadania Pradze praw miejskich

Z okazji obchodów trzysta siedemdziesiątej rocznicy nadania Pradze praw miejskich

A oto wspomnienia i spacer wiekowego już kloszarda w niektóre zakątki naszej ukochanej Pragi.

Praga, mówią od prażyć, to jest palić lasy
Nazwę swą zaczerpnęła. Dawne były czasy,
Gdy na brzegu wiślanym naprzeciwko miasta
W leśnej głuszy, podmokłej mała wieś wyrasta.
Wiele lat upłynęło jak osadzie wiejskiej
Władek Czwarty, król Waza nadał prawa miejskie.
Piszą to ja Wam dzisiaj, z tej oto przyczyny:
Dziesiątego lutego – Pragi urodziny!
Pamiętajcie prażanie by toast wychylić
A tym samym i sobie też życie umilić.

A nazajutrz – by łyknąć powietrza świeżego,
Radzę – idźcie na spacer do – Portu Praskiego.
Bo kiedyś był to ważny, rzeczny port uznany.
Dzisiaj już nic nie znaczy, całkiem zapomniany.
Mają tam osiedle budować podobno
Z piękną infrastrukturą, zieloną, ozdobną.
I apartamentowce budować tam mieli
Ale byłem tam wczoraj jeszcze nie zaczęli.
„Dom Mostowy” jest dalej, to za jego sprawą
Kasę kiedyś zbierali za kontakt z Warszawą.
Bo most łączył ulice w dawnej erze carskiej,
Brukową na Pradze z dojściem do Bednarskiej.
Dzisiaj się Mendelsonem fale Wisły mienią
Bo tam jest Pałac Ślubów, tam ludzie się żenią!
Idziesz dalej a dojdziesz wprost do „Pedeciaka”
Był to Dom Towarowy (nazwa była taka).
Mogłeś kupić tam wszystko co tylko potrzeba
I ubrania i sprzęty, wódkę i – „do chleba”.
Dziś omijać jest lepiej ten dom kolorowy,
Bo mogą Cię obliczyć, to Urząd Skarbowy.
Gdy się tam przy Okrzei, Jagiellońską minie
Jesteś oczarowany – no bo siedzisz w kinie!
I to nie byle jakim – przyszły czasy nowe.
Praha to pierwsze w Polsce wszak kino cyfrowe.
Choć czasy dawne bliższe są sercu mojemu,
Tutaj – z całym szacunkiem – wolę po nowemu.
Na fasadzie aktorów rzeźby w pełnej krasie,
Lecz nie wszystkich rozpoznasz, bo – nie wszystkich da się.

Dalej wieże z „Floriana” do nieba się wznoszą,
O modlitwę dla Pragi za pomyślność proszą.
Z przodu pomnik Skorupki, rzeźba dość banalna.
Z tyłu biskup ma pałac – siedziba „kurialna”.
Obok szpital, był zawsze, tu się nic nie zmienia,
Ponad dwieście lat stoi – Szpital Przemieniania.
Po drugiej stronie trasy, gdzie tramwaje dzwonią;
Park Praski. Na Zwierzyniec, ludzie forsę trwonią.
Są wielbłądy i słonie, żyrafy i rysie,
Małpy w klatkach i rybki – przy ulicy misie.
Dalej cerkiew to okaz sztuki bizantyjskiej,
Wybudowany dawno za władzy rosyjskiej.
Tam siedzibę ma Polski zwierzchnik prawosławia.
Swym rozmachem ichniejszą religię rozsławia.

Na pobliskim dworcu, w chmury para leci,
Gdy w parowozach kotły dobrze się roznieci.
Tam początek swych kursów pociągi wybrały
I do Wilna lub dalej z ochotą jechały.
Co światowym, wśród innych ten dworzec się czyni.
Dzisiaj można dojechać tylko do Małkini.
A ciuchcia radzymińska kopcąc w „samowarek”
W „zawrotnym” tempie pruła w kierunku do Marek.
Dzisiaj też są perony w dworcowej scenerii,
Ale jako przystawka do wielkiej galerii.
Po drugiej stronie stoi budynek dość zwarty.
To jest praskie Liceum, to Władysław czwarty.
Na dachu wielki zegar godziny wybija,
Już matura za pasem – bo czas szybko mija.
Stąd nie ujdziesz daleko, może dwa podwórka.
Jest budynek pocztowy, to tak zwana czwórka.
W około skośne daszki wątpliwej urody
Ze znaczkiem “M” pośrodku, to do metra schody.
Tuż za dworcem centrala, naprzeciwko szkoła.
To ulica Brzeska swym folklorem woła.
Na ścianie centrali są z Powstania ślady.
W obronie czci Polaka szukaliśmy – zwady.
Pierwszego sierpnia właśnie – ludzkie życie tanie-
W Warszawie wzniecone zostało Powstanie.
A walki były ciężkie, krew się strugą lała.
Do Powstania stanęła młodzież przewspaniała.
Zapłonęły pochodnią kamienice całe.
W ogniu wojny walczyły nawet dzieci małe.
Lecz nim się w głowach wodzów sumienie obudzi,
Już w Warszawie zginęło ćwierć miliona ludzi.
Dwa miesiące ta walka bezsensowna biegła,
Czyniąc w mieście pożogę. Nadzieja poległa.
Na Pradze Powstaniem Żurowski dowodził
Walczył dzielnie lecz walką, Pradze nie zaszkodził.
To prawdziwy bohater, sławą tych przerasta
Co za Wisłą śmierć czyniąc, zburzyli część miasta.

Dalej na „Różycu”, czy to deszcz czy słońce
Było słychać: „tu flaki i pyzy gorące”.
Frajer tombak zakupił myśląc, że to złoto.
Wydał kasę i wracał do domu piechotą.
Tam się mogłeś targować, jak byłeś uparty.
Tam przyjezdnego szuler ogrywał w „trzy karty”.
Dzisiaj już nie te czasy, „Różyc” wypadł z formy.
Takie stare bazary nie trzymają normy!
Ząbkowska, Kawęczyńska, i inne ulice
Przez Szmulki się tam ciągną aż ku bazylice
To katedra wspaniała, przecudnej urody
I z tego jeszcze słynie – ma wysokie schody.
Do starej Pragi ciąży, wciąż moja uwaga
Ale pamiętać trzeba, jest i Nowa Praga.
Tam przecież były kina: Albatros i Mewa,
A w kawiarni Piosenka – muzyka rozbrzmiewa.
Gdzie wypić można było i zakąsić śledziem?
Wiadomo, że najlepiej w knajpie Pod Niedźwiedziem.
Tak to się w naszej Pradze sprawy kiedyś miały.
I dzisiaj bezdomnemu wspomnienia zostały.
A tych wspomnień i owszem, dużo by tu było.
Nie mówiłem o wszystkim, co mi się zdarzyło
Bo mą pamięć zbyt wątła nitka ledwie znaczy.
To, o czym zapomniałem pewnie mi wybaczy.
Gdyby jednak ktoś zechciał mą pamięć dopełnić,
Postaram się natychmiast wiersz ten uzupełnić.

Gdy urodziny Pragi minęły, dopisałem jeszcze tak:
(za pewną frywolność w tekście serdecznie przepraszam, zawsze można wygumkować)

Jak tam po urodzinach – prażanie kochani!
Czy już kac wyleczony? Czy jeszcze „na bani”?
Bo było co świętować, wszak rocznica wielka.
Zapewne przy niej „pękła” nie jedna butelka.
Był przemówienia dyskusje rozmowy,
Referaty, wspomnienia, tort urodzinowy.
Sam się też dołączyłem z tym swoim pisaniem.
(Teraz mam to na głowie), bo ostatnim zdaniem
Napisałem, że jeśli kto mi co przypomni
Dodam jeszcze do wiersza. – Niech wiedzą potomni
Jaka ta nasza Praga wyśmienita była.
Jak się rozbudowała. Jak ludność tu żyła.
Na to hasło, nie długo tu musiałem czekać.
Przypomnień jest tak dużo, że tylko narzekać.
Bo wszystko to opisać będzie bardzo trudno.
Przy tym musi być zwięźle, w rytmie i nie nudno.
Ale żeby nie tworzyć tu nowych teorii
Pomyślałem tak sobie: zacznę od historii.
…………………………………..

Nasza Praga w historii miała losy smutne.
Podpalenia i gwałty, najazdy okrutne.
Wspominając, nie może nam umknąć uwagi
Rzecz okropna – nią była – tragiczna „Rzeź Pragi”.
Po klęsce Insurekcji (gdy Kościuszko krwawy)
Rosjanie obrócili siły do Warszawy.
Ich moc była ogromna. Armia Suworowa
Z marszu zająć Pragę była już była gotowa.
Lecz w Reducie Zwierzyniec – Jasiński, generał
Do obrony Warszawy swoje siły zbierał.
Nie będę tu wymysłem opisów słów trwonił,
Zacytuję Poetę – prawda się obroni:
„Tam Jasiński, młodzian piękny i posępny,
Obok Korsak, towarzysz jego nieodstępny.
Stoją na szańcach Pragi, na stosach Moskali
Siekąc wrogów, a Praga wokoło się pali.”
Tak napisał Mickiewicz w pięknym poemacie.
Nie będę dalej ciągnął, na pewno to znacie.
Reduta jednak padła, choć dzielnie walczyła.
Mała garstka obrońców zaledwie przeżyła.
Zginęli też dowódcy – prażanie to znają.
Na Kamionku Jasińskiego prochy spoczywają.
Po zdobyciu Reduty (to odrazę budzi)
Rosjanie mordowali tysiącami ludzi!
Na pamiątkę wydarzeń, by pamięć ocalić
Pod stojącym tam krzyżem warto znicz zapalić.
Martyrologia Pragi trwała, i się nie skończyła.
Czego Car nie tam nie zniszczył Francja dokończyła.
Napoleon do zniszczeń wielce się przysłużył,
Szykując się do wojny resztę Pragi zburzył!
Praga nie była potem dzielnicą spokojną.
Nie chciano tutaj mieszkać, bo było „czuć wojną”
Odbudowanie Pragi ciągnęło się długo,
Bo kapitał rozwoju płyną cienką strugą.
Dopiero handel bydłem, drzewem i paździerzem
Sprawił, że Praga, była Warszawy spichlerzem.
Powołując tak zwane „obwody handlowe”,
Zaczęło się dla Pragi inne życie – nowe.
Prym wiodła tu rzecz jasna ulica Targowa,
Choć miała różne nazwy w tym także – Wołowa.
Praga dla stolicy jednak gorsza była.
Nie bogata zanadto, swą skromnością żyła.
Gdy Lindley dla warszawy kanały budował,
Pradze tej inwestycji jednak pożałował.
Gdy Warszawa swe „pupy” już w wannie kapała,
To Praga swój wodociąg po latach dostała.
Nie martwmy się tym jednak, nic to nie pomoże.
Praga jest najpiękniejsza – jak na niebie zorze!

To byłoby na tyle – nie chcę dłużej męcić
Bo możecie mnie prażenie z swej Pragi wypędzić.
A gdzie bezdomnemu w zimę lepiej będzie?
Gdzie jest tyle radości i uśmiechów wszędzie.
(Mój pantałyk niestety, odleciał od normy.
Już mi się nic nie klei, już nie trzyma formy.
Trzeba by teraz trunku dobrego wysączyć,
By tę praską opowieści ciekawie dokończyć.
Pójdę zatem poszukać hojnego sponsora
Prażanie są hojniejsi przeważnie z wieczora.)

Napisz komentarz

Twój e-mail nie będzie opublikowany.