Strzępy wspomnień… Kazimierz Szado – więzień KL Dachau nr 4015

Strzępy wspomnień… Kazimierz Szado – więzień KL Dachau nr 4015

1 września 1939 r. rozpoczęła się niemiecka okupacja Polski, dająca początek II wojnie światowej. W ramach Intelligenzaktion – eksterminacja polskiej inteligencji – od 2 kwietnia 1940 r., na terenie okręgu ciechanowskiego zaczęły się kolejne masowe aresztowania. Aresztowania te objęły także mieszkańców Płocka – w tym płockich nauczycieli. Kazimierz Szado został aresztowany w ramach akcji prewencyjnej przez Gestapo 5 kwietnia 1940 r. na terenie Szkoły w Niegłosach i wywieziony do więzienia w Płocku. Podstawa aresztowania – Nationalpole. Z Płocka 9 kwietnia 1940 r. zostaje wywieziony do niemieckiego obozu Lager Soldau w Działdowie, „utajonego ośrodka zagłady” dla polskich więźniów politycznych (głównie inteligencji i polskiego duchowieństwa), aresztowanych na przełomie 1939/1940 w ramach Intelligenzaktion. W okresie od 2 lutego do września 1941 r. w obozie popełniono najwięcej zbrodni, m.in. przeprowadzano masowe egzekucje na Polakach w ramach akcji „Inteligencja”. Część z osadzonych Polaków w niemieckim obozie Soldau w Działdowie była wysyłana do niemieckich obozów koncentracyjnych – Sachsenhausen, Buchenwald, Dachau, Mauthausen-Gusen, Auschwitz, Stutthof, Ravensbrück (kobiety). W koszmarnych warunkach tego Lager Soldau przebywał kilkanaście dni. 18 kwietnia 1940 r. znalazł się w grupie Polaków wywiezionych do niemieckiego obozu koncentracyjnego Dachau – centralnego ośrodka eksterminacji polskiej inteligencji w latach 1939-1945, miejsca w którym „nadludzie” tępili ludzi. Była to jedna z pierwszych dużych grup Polaków, więźniów osadzonych w KL Dachau. Ponieważ z Lager Soldau w Działdowie nie można było wysyłać listów, brak bezpośrednich relacji Szado z tego obozu.
Bramę niemieckiego obozu koncentracyjnego Dachau z cynicznym napisem „Arbeit macht frei” – ,,praca czyni wolnym” przekroczył 19 kwietnia 1940 r.. Po upokarzającym przyjęciu, odebraniu wszystkich rzeczy osobistych, ubrany w obozowy pasiak z naszytym czerwonym winklem z literą „P” – oznaczającym polskiego więźnia politycznego, otrzymał numer obozowy i odtąd był Häftling – numer 4015. Od komendanta obozu usłyszał, że stąd się nie wychodzi, a jedynym wyjściem jest komin krematorium. Został skierowany do bloku mieszkalnego numer 20 izba 2, bloku dla więźniów pracujących. Stał się więźniem – niemieckim niewolnikiem.
Kazimierz Szado, płocki nauczyciel, to postać wyjątkowa, o której nie możemy nie pamiętać. W miejscu zniewolenia, niemieckiego okrucieństwa, jakim było Dachau, nigdy nie zatracił człowieczeństwa, poczucia wartości, do dnia wyzwolenia pozostał niezłomny, wierny Ojczyźnie, niosący pomoc współwięźniom. Urodził się 15 września 1907 r. w Lipniku (obecnie dzielnica Bielska-Białej). Pochodził z rodziny inteligenckiej o tradycjach patriotycznych, ludowych i nauczycielskich. Jego dziadek ze strony matki, Rudolf Stohandel, był nauczycielem i organistą w Tarnowskiem, między innymi w Gręboszowie, gdzie podczas powstania styczniowego współpracował z oddziałem Mariana Langiewicza. Nauczycielami i działaczami społecznymi byli także wujowie Stohandlowie, Tadeusz i Stanisław. Ojciec Kazimierza, Józef Bronisław Szado był nauczycielem języka polskiego, niemieckiego, historii powszechnej i geografii, inspektorem szkolnym, sekretarzem Związku Polskiego Nauczycielstwa Ludowego. Kazimierz Szado po ukończeniu Państwowej Wyższej Szkoły Gospodarstwa Wiejskiego w Cieszynie pracował jako nauczyciel i instruktor rolniczy m. in. Stołpcach (obecnie na Białorusi), Dąbrowie Tarnowskiej czy Kijanach na Lubelszczyźnie. 4 kwietnia 1934 r. wziął ślub z pochodzącą z Suchego na Podhalu Karoliną Krupą, również nauczycielką. W tym samym roku otrzymał angaż w Publicznej Męskiej Rocznej Szkole Rolniczej, przekształconej w Publiczną Szkołę Przysposobienia Rolniczego, w Niegłosach, dziś dzielnica Płocka.
W KL Dachau Häftling numer 4015, Kazimierz Szado, po okresie sześciotygodniowej kwarantanny został skierowany do pracy na rozległych wielohektarowych ,,plantacjach’’, na których uprawiano różnego rodzaju zioła. Plantacje nazywano ,,głodnym komandem’’ lub ,,komandem śmierci’’. Jak pisał o nim Gustaw Morcinek, więzień Dachau, autor wstrząsających wspomnień Listy spod Morwy…: „[…] Szado był kierownikiem tzw. Wissenschaftlicheskomando na plantacjach należących do obozu. Owo Wissenschaftlicheskomando stało się azylem świetnie zakonspirowanym dla wybitnych polskich więźniów politycznych. Kolega Szado chronił ich w ten sposób przed wysyłką na transport do komory gazowej w Zamku Hartheim lub przed śmiercią w takich komandach jak Garagenbau lub nawet Kiessgrube, m. in. uratował życie rektorowi Politechniki Warszawskiej kol. [Kazimierzowi] Drewnowskiemu. Ja również należałem do tych wybrańców, gdy zamiast wysyłki na transport skierowano mnie na plantacje. Szado uratował życie wielu polskim więźniom, których śmierć w obozie byłaby wielką stratą dla polskiej kultury i nauki. Poza tym w jego komandzie istniało tajne nauczanie. Kolega Szado i jego towarzysze przygotowywali […] do matury’’ – z pisma G. Morcinka, skierowanego do 2 sierpnia 1959 r. do Zarządu Okręgu ZBOWiD (archiwum W. Kudasik z d. Szado; G. Morcinek, Listy spod Morwy. Sachsenhausen Dachau, Katowice 1946). Towarzyszami owymi byli m.in. wspomniany rektor Politechniki Warszawskiej prof. Kazimierz Drewnowski, Czesław Idźkiewicz, Zbigniew Bardel, Henryk Saganowski, ks. Józef Góralski, a także Niemiec Ludwik Bauer, a wśród dokształcanych chłopców Jan Preizner, Janusz Rafacz, Wojciech Sławiński i Jan Galica. Można o Kazimierzu Szado powiedzieć, że był człowiekiem o wysokiej etyce ludzkiej, postępującym w myśl zasad humanistycznych, zawsze niósł pomoc potrzebującym bez względu na wykształcenie, rasę czy pochodzenie. Decyzje wroga nie zniweczyły w nim reguł postępowania. W warunkach największego poniżenia godności ludzkiej okazała się jego wielkość człowieka, jego poświęcenie i miłość do bliźniego. Wspólnie z inż. Zbigniewem Bardlem i ks. prof. Ignacym Marciniakiem w konspiracji – bez wiedzy administratora obozowego (Verwaltera) Oscara Wernera – przygotował projekt polskiego podręcznika do anatomii roślin. Był w grupie organizującej w latach 1943-1944 kursy literatury polskiej, które odbywały się w godzinach wieczornych. Uczestniczyło w nich około 50 osób. Przyjaźń w obozie ratowała przed zepchnięciem poza barierę człowieczeństwa, pozwalała ocenić swoje postępowanie, by nie ulec wypaczeniu. Taka konfrontacja zasad etycznych z codziennością życia obozowego pomagała w zachowaniu tożsamości w warunkach nieludzkich. Obozowe braterstwo wytrzymywało zazwyczaj próbę czasu i trwało aż do śmierci byłych więźniów. Tak było z przyjaźniami Kazimierza Szady i księży Adama Zięby, Ignacego Marciniaka, Władysława Puczki, pisarza Feliksa Raka, wychowanków z obozu, nieletnich w czasie wojny Wojciecha Sławińskiego i Janusza Rafacza.
Na osobne wspomnienie zasługuje wieloletni przeor zakonu kamedułów, ojciec Florian (Jan Niedźwiadek), który w Dachau obiecał po ewentualnym szczęśliwym przeżyciu obozu udzielić ślubu i przygotować przyjęcie weselne w refektarzu klasztoru na krakowskich Bielanach córce Szady. Słowa dotrzymał w roku 1957. Był też Kazimierz Szado bohaterem kilku opowiadań obozowych Gustawa Morcinka, między innymi tytułowego ze zbioru Dziewczyna z Champs Elysees.
Z KL Dachau Szado pisał listy, które zachowały się zbiorze rodzinnym (Wandy Kudasik z d. Szado – córki Kazimierza Szady i Bartłomieja Kudasika – wnuka). Listy te pozwalają zrozumieć, że nawet w tak ekstremalnych warunkach, jakim były niemieckie obozy koncentracyjne, w warunkach największego poniżenia godności ludzkiej okazała się wielkość człowieka, jego poświęcenie i miłość do bliźniego. Autor listów nie był bezimienny, jak chcieli tego Niemcy. Pokazał, że zachował swoją godność i poczucie wolności, że nawet na dnie egzystencji, w sytuacjach granicznych można zachować swoją godność, poczucie wolności, „ocalić ludzką twarz”. Wśród kilkudziesięciu zachowanych listów, pisanych z obozu przez Kazimierza Szado wyróżniają się trzy, na których więzień Dachau, przyjaciel Kazimierza Szado, Czesław Idźkiewicz (1889-1951), artysta malarz, mieszkaniec Płocka, uczeń Józefa Mehoffera, autor fresków w Kaplicy Królewskiej w płockiej katedrze, nauczyciel w Gimnazjum im. Adama Mickiewicza i w Państwowym Seminarium Nauczycielskim Męskim w Płocku, namalował barwne postacie z dziecięcych bajek, Świętego Mikołaja, Skrzata i portret Kazimierza Szado. Listy te, wbrew obowiązującej obozowej cenzurze dotarły do adresata, do żony Szado, Karliny i ich dzieci, córki Wandy i synów Zbyszka i Adasia. Te trzy listy zostały z obozu KL Dachau wysłane, chociaż zawierały elementy zabronione. Czyżby cenzor tych listów uznał, że nie zawierają nic, co zakazane i listów nie zniszczył? W KL Dachau Czesław Idźkiewicz pracował w komandzie malarzy, a to ułatwiało wykonywanie, oczywiście w ukryciu, rysunków, także tych w listach, które do rodziny w Polsce pisał i wysyłał Kazimierza Szado. W okresie funkcjonowania założonego na terenie Niemiec w pobliżu Monachium, w marcu 1933 r. niemieckiego obozu koncentracyjnego Dachau – po zakończeniu sześciotygodniowej kwarantanny – więźniowie mieli możliwość pisania i wysyłania listów do rodzin, jednak nie częściej niż raz na dwa tygodnie. Listy musiały być pisane wyłącznie w języku niemieckim i podlegały cenzurze. Do pisania listów służył specjalny formularz. Pisanie listów było jednym z niewielu przywilejów więźnia, zamkniętego w murach obozu, pozbawionego kontaktu z najbliższymi na czas nieokreślony. Więźniowie, mimo głodu, wycieńczenia fizycznego, często załamania psychicznego, w atmosferze strachu, po pracy, w swoich izbach, pisali listy.
Listy pisane przez Kazimierza Szado to świadectwa jego obozowych przeżyć i niemieckich zbrodni. Pomimo obozowej cenzury zawarty w nich przekaz wiele mówi o człowieku – więźniu, niepewnym jutra, a jednak wierzącym, że przetrwa i doczeka wyzwolenia. Każdy list, to jak ocenzurowane sprawozdanie z obozowej codzienności. Dzięki tym listom dowiadujemy się, jak żył, co czuł, co sprawiało mu przykrość, gdzie pracował. Dla więźniów KL Dachau, list był jedynym łącznikiem z najbliższymi. Nawet tam w Dachau, głodni, chorzy w Wieczór Wigilijny w myślach, marzeniach wracali do swoich domów, rodzin. Wspomniane trzy listy z barwnymi rysunkami Czesława Idźkiewicza, pełne symboliki, zaskakują nie tylko wyborem postaci, ale także sposobem ich przedstawienia. W każdej z tych postaci zaakcentowane jest to, co tak bardzo polskie, ale i niezauważalne dla cenzora. W pierwszym z tych trzech listów pisanych z Dachau 7 grudnia 1941 r. przez Kazimierza Szado na pierwszej stronie formularza charakterystyczna postać Mikołaja niosącego choinkę. Miesiąc grudzień, to okres tradycyjnych w Polsce świąt Bożego Narodzenia. Nic dziwnego, że listem adresowanym do trójki swoich dzieci przekazuje, że nie zapomniał, że pamięta, że zbliża się Boże Narodzenie, a On, ich Ojciec, nie będzie kolejny rok z Nimi. Czy tylko! Zauważmy, że listem, przez namalowaną rysunkiem postać św. Mikołaja, „przemycana” jest informacja o warunkach panujących Dachau. Z kosza niesionego przez Mikołaja próbują wydostać się zniewolone lalki-pacynki, na nogach Mikołaja wojskowe buty. Tłem listu z 1 lutego 1942 r. jest portret Kazimierza Szado w czapce Stańczyka z charakterystycznymi dzwoneczkami – nie-obozowe nakrycie głowy, a w dłoni trzyma list przygotowany do wysłania. W trzecim ze wspomnianych listów widzimy postać z bukietem kolorowych kwiatów, kłaniającego się czapką z pawich piór. Czapka kojarzy się z Krakowem, miastem z którym związana była rodzina Szado. Oczywiście, każdy z nas może inaczej odczytać to, co rysunkiem chciał przekazać poza obóz malarz Idźkiewicz. Pozostały także listy Kazimierza Szado z informacjami i pytaniami o stan zdrowia najbliższych, podziękowaniami za wieści z domu. A wśród nich pierwszy list do córeczki Wandy w dniu jej imienin: ,,Moja córeńko! Znów jest dzień Twego Imienia. W najserdeczniejszej myśli tulę Cię Córeńko i proszę Boga, aby Ci, moje słoneczko, tak wiele, jak tylko to jest możliwe jasnych i radosnych dni w Twym życiu zechciał darować. […] Bądź silna – po to, byś mogła słabszym służyć pomocą, miej zawsze uśmiech w sercu, czy w trudnych, czy w radosnych dniach, byś jak promyk słońca dla wszystkich pragnących go była. Gdy kiedyś sama czytać będziesz ten list niech Ci nie będzie smutno, tak jak i mnie w tej chwili smutno nie jest, Córeńko […]’’ (z listu K. Szado, Dachau, czerwiec 1942 r., archiwum rodzinne W. Kudasik z d. Szado i B. Kudasika). Natomiast zdumiewająca jest historia Bajki przesłanej z Dachau, adresowanej do dzieci Szado. Bajka, oprócz wspomnianych listów, jest bardziej niż wyjątkowa. Z przekazu rodzinnego dowiadujemy się, cyt.: „[…] Pewnego dnia w 1943 r. do dzieci Kazimierza Szady dotarła przesyłka – rodzina nazywają ją skarbem – osiemnaście kartonowych arkuszy, na których zilustrowane były dzieje <<Skrzata-chwata na wakacjach>>, dzieje pełne barw i fantastycznych przygód. Autorem był wspomniany Czesław Idźkiewicz. Bohater Bajki <<Skrzat – chwat…>>, który budzi się w dziupli całkowicie <<zakratowanej>> siecią uplecioną przez Pająka, wychodzi na świat, poznaje przyjaciół – Bociana, Mrówki, Zająca… – uczących go jak na nowo żyć. Bajka z Dachau – świadectwo siły i nadziei doświadczanego ciężko w obozie nie tylko Kazimierza Szado, ale każdego uwięzionego tam Polaka. Rodzina nigdy nie dowiedziała się w jaki sposób zostało wyniesionych 18 arkuszy kartonowych z barwnymi rysunkami poza teren obozu – wspomina wnuk Kazimierza Bartłomiej Kudasik. Wszystko, co przypominało więźniowi choć w minimalnym stopniu przed-obozowe życie, co przywracało dawną jego strukturę i pozwalało choć na chwilę oderwać się od przytłaczającej rzeczywistości pełniło funkcje terapeutyczną. Stwarzało więźniom większe szanse przetrwania – nie pogrążał się w marazmie, nie stawał się automatem, ale zachował człowieczeństwo, ocalał godność. Taką funkcję spełniały m.in. listy, rysunki, poezja obozowa… wyrażały tęsknotę i nadzieję powrotu do bliskich. Odnajdujemy to w listach Szady (B. Kudasik, spisana relacja pt. Kaimierz Szado (1907 – 1974), nauczyciel , więzień KL Dachau, s. 1-2, 2018 r., przekazana autorce tekstu).
W KL Dachau Kazimierz Szado doczekał wyzwolenia 29 kwietnia 1945 r.. Jeszcze przed wyzwoleniem działał w Komitecie Polskim w Dachau. Po wyzwoleniu został sekretarzem Komitetu Polskiego. Znalazł się na (zachowanej w zbiorach Instytutu Polskiego i Muzeum im gen. Sikorskiego w Londynie) ,,Liście osobistości polskich z terenu obozu Dachau zasługujących na pierwszeństwo w drugim transporcie do Wielkiej Brytanii’’, ostatecznie trafił jednak w czerwcu 1945 r. do Paryża, gdzie pracował jako kierownik domu dla byłych więźniów obozów koncentracyjnych przy Avenue de Wagram 77. 17 listopada 1945 r. wrócił do Polski transportem repatriacyjnym. Z zachowanych w Instytucie Pamięci Narodowej dokumentów wynika, że był ,,rozpracowywany’’ przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego co najmniej od 1948 r.. Na podstawie doniesień informatorów został oskarżony o dostarczanie żywności partyzantom Józefa Kurasia ,,Ognia’’ podczas pracy w ,,Społem’’ i w Szkole Rolniczej w 1946 r., co miało być podstawą szantażu i próby zwerbowania jako tajnego agenta. Stanowcza postawa w trakcie przesłuchań (nie bez elementów humorystycznych: ,,[…] z ks. Wójcikiem z Grywałdu nic mnie nie łączyło, przyjeżdżał on po zakupy do Społem, ale żebym ja pił z nim wódkę w biurze – tego sobie nie przypominam; nie twierdzę, że nie piłem z nim, ale sobie takich faktów nie przypominam’’, spowodowała, że o werbunku nie mogło być mowy. Jak zapisano w raporcie z rozmowy – ,,[…] zrezygnowaliśmy z werbunku w/w gdyż doszliśmy do wniosku że werbunek ten rozkonspirowałby nasze metody pracy a kandydat chociażby udało nam się go zwerbować, to nie otrzymywalibyśmy od niego dobrych materiałów względnie wogóle żadnych materiałów’’ (pisownia oryginalna; B. Kudasik, spisana relacja pt. Kaimierz Szado (1907 – 1974), nauczyciel , więzień KL Dachau, s. 2, 2018 r.).
Trudno chyba o bardziej pochlebną opinię! Aż do śmierci walczył z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych, który w myśl ówczesnych przepisów nie zaliczał uwięzienia w obozach niemieckich, nawet w przypadku uczestniczenia w nich w ruchu oporu do przesłanek umożliwiających staranie się o rentę inwalidy wojennego bądź o dodatek do emerytury. Urzędnicy informowali go, że ponieważ ,,do obozowego ruchu oporu przyłączył dopiero (sic!) po osadzeniu go w obozie’’, nie spełnia wymogów ustawy. Protestował ,,przeciw takiemu stawianiu sprawy, uwłaczającemu pamięci dziesiątków tysięcy ludzi padłych w obozie w Dachau, a setek tysięcy we wszystkich obozach koncentracyjnych (…)’’. Kilka miesięcy przed śmiercią pisał: ,,Gdybym mógł traktować sprawę jako czysto osobistą, listu tego nie wysłałbym. Mam lat 67. Poza sobą ponad 5 letni pobyt w obozie koncentracyjnym. I niewiele już chyba życia przed sobą. (…) Ale niech to pismo ochroni tych, już tak bardzo nielicznych moich towarzyszy obozowych (…)’’. Dzięki owemu ,,użeraniu się’’ z urzędnikami Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przetrwały przynajmniej fragmenty spisanych przez niego samego obozowych dziejów (kopia dokumentu przesłanego do ZUS z dnia 2.04.1974 r., Oddział Kraków, k. 2). Sam ponoć nigdy nie opowiadał o swoich doświadczeniach w niemieckim obozie Soldau w Działdowie i Dachau. Zmarł 29 listopada 1974 r. w Nowym Targu.
Pozostały listy pisane z Dachau, świadectwa nadziei i wiary w przetrwanie.
Dziękuję Panu Bartłomiejowi Kudasikowi za pielęgnowanie pamięci o tym niezwykłym człowieku, jakim był Nauczyciel z Płocka, Kazimierz Szado, Jego śp. Dziadek.
KONIEC

Napisz komentarz

Twój e-mail nie będzie opublikowany.